Randki.pl

Wirtualność wdziera sie do ludzkiego życia i zmienia je. Świat staje się mniejszy, a ludzie pozornie są blizej siebie. Także i w sprawach drgnień serca często decyduje przypadek, albo...internet.

Powieść "Randki pl." jest wzruszającą, ale i pełną humoru opowieścią o losach młodej dziewczyny, która w wirtualnej przestrzeni szukała miłosci swojego życia. Czy ją znalazła??? Żeby sie dowiedzieć trzeba koniecznie tę powieść przeczytać


 Następnego dnia w biurze było bardzo gorąco, ponieważ gościliśmy delegację Szwedów. Edyta robiła za tłumacza, a ja  cały czas pilnowałam dokumentacji kupna turbiny, bo za nią właśnie byłam odpowiedzialna. Stałam za plecami szefa, podsuwając mu coraz to nowe dokumenty, które on z pomocą Edyty przedstawiał kontrahentom.
Po podpisaniu umowy musiałam wziąć udział w obiedzie, podczas którego nerwowo patrzyłam na zegarek.  O siedemnastej „ urwałam się” wreszcie i poleciałam do kwiaciarni po czerwony goździk, a później pobiegłam do „Jaskini”.
Po wejściu do restauracji, zaczęłam się rozglądać za facetem z  Takim samym kwiatem w butonierce. Był. Siedział pod ścianą, przy ostatnim stoliku. Miał mniej więcej ze trzydzieści pięć lat, czoło mu się podwyższyło z powodu prześwitującej łysiny. Nosił ciemne okulary, chyba fotochromy. Był, jak na pierwszy rzut oka dosyć wysoki i przeraźliwie chudy.
Wyciągnęłam swój czerwony goździk i ruszyłam śmiało do przodu.
- Cześć Henryku, to ja, Jaga – powiedziałam i podałam mu rękę. Podniósł się nieco niezdarnie i cmoknął mnie w dłoń.
- Witaj Jagusiu, bardzo się denerwowałem tym spotkaniem. Myślałem, że nie przyjdziesz.
- Dlaczego miałabym nie przyjść? – zapytałam rzeczowo.
- Czy ja wiem? – odparł, wzruszając ramionami. – Wiele dziewczyn umawia się i nie przychodzi. Ostatnio ciągle mnie to spotykało.
-  No to masz teraz szczęście – powiedziałam – trafiłeś na uczciwą dziewczynę!
- Oby, oby – westchnął melancholijnie Henio i zamilkł. Właśnie podeszła kelnerka, więc zamówiłam sobie sok pomarańczowy i również zamilkłam.
Milczeliśmy już tak z dziesięć minut, więc postanowiłam  to przerwać .
- Opowiedz mi coś o sobie – poprosiłam.
- A co byś chciała wiedzieć?
- No, co robisz zawodowo, czym się interesujesz, jaki jest twój ideał kobiety? I tym podobne rzeczy.
- Ach Jagusiu, czy to wszystko ważne? Ale jak chcesz, to ci powiem.  Z zawodu jestem technikiem rolnikiem, ale pracuję jako listonosz.  Nie mam ziemi, na której mógłbym wykorzystywać swoją wiedzę, a poza tym bardzo nie lubię rolnictwa. Moja obecna praca także  jest bardzo nużąca, więc nie stać mnie na żadne zainteresowania. No, może teleturnieje mnie nieco biorą.
Ideał kobiety i owszem, spotkałem, ale ona poleciała na naszego nowego naczelnika poczty i nawet zemścić się nie mogę, bo robotę stracę. Jak widzisz jestem samotnym, niedowartościowanym listonoszem bez perspektyw, bez miłości, bez odrobiny ciepła. Tylko tego teraz oczekuje od życia, a nikt mi tego nie może dać.
Stropiłam się. Dobre wychowanie nakazywało zapewnić zbolałego Henia, że właśnie wspaniale trafił, bo ja tę odrobinę ciepła mogę skrzesać jak małą iskierkę i rozdmuchać z niej ogromny płomień.
Nie wiem dlaczego, ale moja wrodzona skłonność do nadopiekuńczości wobec osobników płci przeciwnej nagle  znikła zupełnie. Nie miałam już ochoty na krzesanie tej iskierki.
Mój pierwszy znajomy listonosz przeczesywał przerzedzone ciemne i lekko tłustawe włoski i wyraźnie czekał na moją deklarację.
- Widzisz Heniu – zaczęłam rzeczowym tonem – bardzo ci współczuję tego faktu, ze twój ideał kobiety wybrał naczelnika poczty i zostawił cię na pastwę losu. Nie mniej współczuję ci braku zainteresowań, które wypełniałyby ci życie, ale z tego, że masz tak pożyteczną pracę, bardzo się cieszę.
- Jest się z czego cieszyć? – grobowym głosem zapytał Henio.
- No jasne, tylu ludzi jest dziś bez pracy. Tylko trochę odwagi i wiary w siebie!
- Wszystkie dotychczas poznane dziewczyny mi to mówią. Ja już na wylot znam te słowa. Każda mówi, żeby uwierzyć w siebie, ośmielić się, korzystać z życia, tylko żadna nie chce ze mną zostać! Dlaczego???
Pytanie Henia odbiło się głębokim echem w mojej wrażliwej duszy. Dlaczego? Dlaczego? Dlaczego? – bębniło mi w mózgu, jak bym była na koncercie rockowym. Nerwowo próbowałam znaleźć odpowiedź, która usatysfakcjonowałaby mojego rozmówcę, a jednocześnie  uwolniła mnie od jego natarczywości i bólu w oczach.
- Henryku – powiedziałam stosownym do okazji patetycznym tonem -  żeby z kimś zostać, trzeba tego kogoś poznać. Nie można podejmować takiej decyzji przy restauracyjnym stoliku, po kilku zamienionych zdaniach.
- Jak więc to sobie wyobrażasz? – zapytał Henio naburmuszonym tonem.
- Myślę, że poznanie człowieka powinno być rozłożone w czasie . Nie da się tego zrobić tak szast – prast. Trzeba się spotykać, rozmawiać, znajdować wspólne płaszczyzny.
- Wspólne co? – niezbyt inteligentnie zapytał Henio.
- Płaszczyzny, Heniu, płaszczyzny. Czyli obszary życia, do których podchodzimy tak samo.
Na przykład internet. Musisz z niego korzystać, skoro  napisałeś do „Randek.pl”. Ja również stosuję ten wynalazek w swoim życiu.
- No, nie do końca jest tak. Moja mamusia wynajmuje pokój jednemu studentowi, on mi to wszystko technicznie prowadzi. Komputery to nie dla mnie. Jestem za wrażliwy, nie będę pisał z maszyną. Zdradziłbym swój zawód. W końcu jestem listonoszem.
Spojrzałam na Henia z niedowierzaniem i lekiem. – Tego to już za wiele! – wykrzyknęłam w duchu. Mazgajstwo, narzekanie na pracę, roszczeniowy stosunek wobec kobiet , brak zainteresowań i lenistwo. To były zauważone przeze mnie w ciągu jednej godziny cechy niedowartościowanego listonosza, któremu jeszcze wczoraj gotowa byłam ofiarować tę odrobinę ciepła, o którą prosił w liście.
- Czy zdajesz sobie sprawę, mój drogi, dlaczego jesteś taki samotny? – zapytałam rzeczowym i lodowato zimnym głosem.
- Ponieważ mam życiowego pecha i żadna z kobiet nie chce docenić mojej wrażliwości – odparł Henio dostojnie.
- Otóż nie, mój miły. Jesteś facetem o bardzo niskim ilorazie inteligencji, napuszonym  bufonem, nie masz żadnych ambicji, brak ci polotu, a od kobiety wymagasz bezwarunkowej akceptacji i noszenia cię na rękach. Wybacz, ale twój pech ma chyba  ciąg dalszy, ponieważ tak mnie zmęczyła rozmowa z tobą, że wracam do domu, gdzie czeka na mnie pies  minimum ze sto razy inteligentniejszy od ciebie.
Wstałam energicznie, zakręciłam pupą w mojej czarnej miniówie i wyszłam na ulicę. Owionął mnie jesienny, ale ciepły wiatr. Czerwony goździk z pasją wyrzuciłam do pierwszego, napotkanego kosza na śmieci.

<< Wstecz
Elzbieta Sniezkowska-Bielak