Jak słonko wiosnę znalazło

Bajka o poszukującym wiosny słoneczku. Posłuchajcie...

 

Obudziło się słonko pewnego ranka, wyjrzało zza cieplutkiego, puszystego obłoczka i co widzi ?
Śnieg na polach, dachach, płotach, ludzie brną przez zaspy, o czymś rozprawiają, wymachując rękami.
- Posłucham, o czym tak mówią, pomyślało słoneczko.
Otrzepało resztki mgły z promyków, wylazło spod obłoczka i wędruje. Patrzy, a tu dwaj gospodarze idą wśród pól i rozmawiają:
- Późno w tym roku przyjdzie wiosna – mówi pierwszy.
- Ano późno, przyznaje drugi. A chciałoby się już skowronka posłuchać i w polu siać!
- Oj, zmartwiło się słoneczko, to oni na wiosnę czekają! Poszukam więc wiosny i ja.
Ruszyło na wędrówkę po niebie. Nagle widzi: wróble na krzakach rajcują.
- Spytam ich, czy wiosny nie widziały – pomyślało.
- Hej, hej, plotkarze, a nie spotkałyście gdzieś wiosny?
- Ćwir, ćwir, ćwir, co za niestosowne pytanie! Toż my na nią cały czas czekamy! – zawołały oburzone wróble.
Popatrzyło słonko bezradnie.
- Pójdę pod las, może tam wiosna siedzi.
Idzie słoneczko pod las, patrzy, a tam spod śniegu jakiś biały dzwoneczek się wychyla.
- Pewnie zima saniami będzie przejeżdżała, to dzwonek pod śniegiem położyć kazała, żeby jej przejażdżkę ogłaszał – pomyślało słoneczko i poszło dalej.
Wtem zobaczyło budynek z czerwonym dachem i dużymi oknami. – To przedszkole! – zawołało. Wiem o tym, bo zawsze, gdy wstanę idą tutaj dzieci z rodzicami.
Podeszło słoneczko bliżej, zajrzało przez okno. Widzi jak dzieci bawią się klockami. Tylko Jaś podparł brodę dłonią i patrzy się przez okno, w niebo...
- Pewnie też wiosny oczekuje – westchnęło słoneczko i zalśniło Jasiowi jasnymi, ciepłymi promyczkami. A on... uśmiechnął się serdecznie od ucha do ucha i zawołał;
„ Teraz już wiem na pewno, że przyszła wiosna, słonko tak ciepło i jasno świeci!”
Uradowało się słoneczko! Zdziwiło!
- To ja wiosnę zwiastuję???
- Nie tylko, szepnęła przelatująca jaskółka. Wiosna jest wszędzie tam, gdzie ktoś się do nas serdecznie uśmiecha ...
 

<< Wstecz
Elzbieta Sniezkowska-Bielak