Rozmowy z Aniołem Stróżem - trzy części

A oto cała seria książek Rozmowy z Aniołem Stróżem. Bohaterem jej jest mały Antoś, który miewa różne życiowe przygody i dylematy, a zapracowani rodzice nie zawsze znajdują dla niego czas. Wtedy pojawia się jego własny Anioł Stróż. Jest on bardzo współczesnym Aniołem. Chodzi w dżinsach i świetnie rozumie małego chłopca...


3.ODPOWIEDZIALNY CZŁOWIEK

 

Wakacyjne dni w domu dziadków mijały prędko. Antoś przyzwyczaił się i nie tęsknił już tak bardzo do rodziców, szczególnie, że oni regularnie dwa razy w tygodniu dzwonili do synka.

Życie chłopca było teraz bardzo ciekawe i urozmaicone.

Rano wstawał dosyć wcześnie, ubierał się zupełnie sam, jadł zupę mleczną i wybiegał na podwórko. Tam było zawsze dużo zajęć. Pomagał babci Helence karmić kury i kaczki, a także malutkie, żółciutkie kurczątka, potem szedł z dziadkiem do sadu i tam zrywał wiśnie i wczesne jabłka papierówki, które potem obaj przewozili na drewnianym wózeczku do kuchni. Tam też było ciekawie i bardzo smakowicie, bo babcia  smażyła z owoców słodkie konfitury i powidła. Antoś patrzył jak na powierzchni kipiących konfitur pojawiały się bąbelki. Był to znak, że już niedługo będzie można wyłączyć gaz i nalewać wysmażone przetwory do słoików. To chłopiec lubił najbardziej. Konfitury i dżemy często skapywały na podstawiony talerzyk, a Antoś oblizywał je i czekał na następne „skapnięcia”.

 Pewnego dnia babcia znowu smażyła dżem z  wiśni. Antek usiadł na małym stołeczku i przyglądał się rzędom błyszczących, wyparzonych słoików.

 - Antoś – powiedziała babcia, masz tu drylownicę i  dryluj wiśnie. O tak, popatrz. Przyciskaj ten tłok i wisienki wylecą do miseczki, a pestki do pojemniczka pod spodem. Ja tymczasem idę do piwnicy po garnek do pasteryzowania słoików.

Antoś wziął się do drylowania, ale coś mu ta robota nie szła. Pociskał tłoczek, a  do miseczki wpadała wisienka z pestką i trzeba było wszystko powtarzać od początku.

- Ej, nie chce mi się tego robić! – zezłościł się chłopiec. – Co to ja kucharka jestem, czy co? Nie umiem drylować i już!

- Antoś – usłyszał z kąta obok kuchennego kredensu znajomy głos – Antoś, skąd te humory?

- O, Anioł Stróż sobie o mnie przypomniał – wykrzyknął niezbyt grzecznie Antoś. – Ty się zawsze pojawiasz, kiedy mi się coś nie udaje!

- Jesteś niesprawiedliwy Antek – powiedział ze smutkiem Anioł Stróż. Tyle razy pojawiałem ci się, kiedy miałeś jakiś kłopot i starałem ci się dopomóc, a ty tak nieładnie się do mnie odzywasz.

- No bo jak jest fajnie i nic złego się nie dzieje, to ciebie nie ma, a jak mam jakiś problem, to zawsze się odzywasz i mnie krytykujesz!

- O nie Antek, teraz to już naprawdę przesadziłeś. Czy ja ciebie krytykuję? A poza tym wiesz, że ja zawsze jestem!

 Za każdym razem chcę ci pomóc, wyjaśnić, wytłumaczyć. Od tego jestem twoim Aniołem Stróżem! Przyznam, że nie zawsze jest to miła funkcja. Gdy ci mucha na nosie usiądzie, to wcale nie jest przyjemnie.

- Mi nie usiadła żadna mucha, tylko wiśnie się nie drylują, o!

 - No nie drylują się, bo za słabo przyciskasz tłoczek. Babcia ci pokazywała. Mocno i do końca. O, popatrz, teraz dobrze! No, jeszcze raz! Pięknie, coraz lepiej ci idzie!

- Dziękuję Aniele Stróżu, rzeczywiście, teraz się drylują. O, patrz ile już pestek w pojemniczku!

- Fakt, idzie ci dobrze, ale o czymś zapomniałeś…

- Ja? O czym?

O tym, że jak się komuś zrobi przykrość…

- to trzeba przeprosić – dokończył Antoś.

- No właśnie. Trzeba przeprosić, a ty zrobiłeś mi przykrość.

- Wiem, zraniłem cię, byłem niesprawiedliwy. Przepraszam.

- Wybaczam ci Antoś. Wiesz, że zawsze będę ci pomagał. Niezależnie od tego, czy będziesz tego chciał, czy nie. I niezależnie od tego czy będziesz mały, czy dorosły. Zawsze!

Antoś chciał jeszcze powiedzieć coś do Anioła Stróża, ale właśnie  babcia wróciła z piwnicy i zaczęła mieszać gotujący się w garnku dżem.

- Trzeba będzie nalewać do słoików – powiedziała i podniosła garnek z dżemem, żeby go postawić na stole i wtedy stało się coś  strasznego. Garnek przechylił się i gorący dżem polał się babci na nogę.  Starsza pani co prawda postawiła go szybko z powrotem na kuchence, ale usiadła na taborecie, jęcząc z bólu.

 Antoś  wstał ze swego stołeczka i pobiegł do telefonu. Zadzwonił na  numer 112 i wezwał pomoc. Niedługo przyjechała karetka pogotowia i wrócił z sadu dziadek Franek.

Babcię zabrano do szpitala. Miała bardzo sparzoną nogę. Pan doktor powiedział do dziadka:   - Ma pan dzielnego i odpowiedzialnego wnuka. Dziadek pogłaskał chłopca po głowie.

Na szczęście babcia wróciła tego samego dnia do domu, ale nie mogła przez kilka dni chodzić. Antoś z dziadkiem opiekowali się  nią. Wnuczek przynosił babci kanapki i soczek w szklance, a dziadek rad nie rad musiał powlewać dżem do słoików i ugotować obiad.

Wieczorem modlitwa odbyła się przy babci łóżku.

Po modlitwie i kąpieli Antoś położył się spać  w swoim pokoju. Żal mu było babci. Wiedział, że ta oparzona noga bardzo ją boli.

Nagle zobaczył obok siebie, siedzącego na łóżku Anioła Stróża.

- No, Antek, spisałeś się dziś nadzwyczajnie! – powiedział Opiekun z nieba.

- Nie ma w tym nic nadzwyczajnego, przecież babcię to bardzo bolało, trzeba było wezwać pomoc!

- Wiem, ale ty masz dopiero  niecałe sześć lat, a zachowałeś się jak odpowiedzialny, dorosły człowiek.

- Tata mi zawsze mówił, żeby w razie jakiegoś wypadku dzwonić na 112.

-  I ty to zapamiętałeś, a nawet zrobiłeś. Dumny jestem z  ciebie.

- Dziadek też to powiedział. Wiesz Aniele Stróżu, to bardzo miło być odpowiedzialnym człowiekiem.

-   Miło jest także tym za kogo  czujesz się odpowiedzialny. Miałeś dzisiaj ciężki dzień. Przytul Miśka- Zdziśka i śpij kawalerze!

Antoś przytulił swojego misia i zasnął. Wiedział, że pomógł babci. Wiedział tez, że teraz jest pomocnikiem dziadka, co też było bardzo odpowiedzialną funkcją.

 

 

 

<< Wstecz
Elzbieta Sniezkowska-Bielak