CO BAJKA OPOWIE O PIĘKNYM GRYFOWIE?

W czerwcu 2012 roku Gryfów Śląski  dostał na swoje 770 urodziny ciekawą pozycję książkową. Jest to przewodnik dla dzieci i ich rodziców i opiekunów. Oprócz informacji o zabytkach, historii, kulturze i przyrodzie w przewodniku znajdują się równiez bajki. Ich bohater, mały bóbr Kwisaczek opowiada dzieciom różne niesamowite historyjki związane z miejscami, które w Gryfowie i oklicy zobaczyć należy. 

 

 

 

 

 

 

 


Pomysłodawcą i autorką całosci jest Elżbieta Śnieżkowska-Bielak, ilustracje zrobiła Joanna Małoszczyk, zdjęć swoich użyczyli Panowie: grzegorz Bielak, Edward Piotr Morawski,Robert Skrzypek i Paweł Rubaj. Skład i łamanie wykonał Paweł Rubaj, a całości nadzorowała dyrektor Biblioteki Publicznej Miasta i Gminy Gryfów Śląski Pani Marzena Wojciechowska. Całej inicjatywie aktywnie patronował burmistrz Miasta i Gminy Gryfów Śląski - Pan Olgierd Poniźnik. Wsparcia finansowego uzyczyły firmy:

Gaz System S.A

ZRUG TORUŃ S.A.

Brad-bud Robert Hankus  z Biedrzychowic

 

O ŚWIĘTEJ, CO CHODZIŁA BEZ BUTÓW

Było  sierpniowe popołudnie. Słońce przygrzewało mocno, a trawy na nadkwisanskich łąkach pachniały odurzająco. Kwisaczek siedział sobie na leżącym nad wodą pniu wierzby i rozkoszował się piękną pogodą. Nie był on jak inne bobry zwolennikiem nocnego życia. Był, jak na bajkowego boberka przystało  wielkim miłośnikiem dnia i ciepłej, letniej pogody. Siedząc tak obserwowało dzieje się dookoła. Patrzył na pluskające w wodzie pstrągi i fruwające ważki, widział z daleka bociana jak leciał na pobliską wyspę i myślał o tym, jak bardzo się cieszy, ze mieszka tu nad Kwisą, gdzie jest taka piękna przyroda.

 Nagle zobaczył, że wzdłuż rzeki idzie jakaś pani ubrana zupełnie inaczej niż te,  które wczoraj widział w mieście. Miała na sobie długą suknię z ciągnącym się z tyłu trenem i rozszerzanymi przy dłoniach rękawami, a na głowie coś w rodzaju chusty, albo czepka, starannie zakrywającego również szyję. Kiedy podeszła bliżej Kwisaczek zauważył,

że pani szła boso, a buty niosła na kijku.

  - Witam, witam nad Kwisą – zawołał Boberek, złażąc z pnia wierzby. – Wybrała się pani na spacerek w tę piękną pogodę??

Pani uśmiechnęła się i przysiadła na  pniu obok Kwisaczka.

- Wybrałam się tu, ponieważ lubię odwiedzać Gryfów. Nie wszystkim chce się pokazywać, bo nie wszyscy mogą mnie zobaczyć.  Mam tu swoje miejsce, z którego jest dumne miasto, a nawet cały Śląsk. Szczególnie Dolny Śląsk.

 - Jest pani bardo tajemnicza, czy może pani mówić jaśniej?

- Mogę,  i powiem ci kim jestem. Jestem świętą Jadwigą.

- Ooooo! – zdumiał się Kwisaczek. – Ja myślałem, że ty już dawno nie żyjesz. Mówili wędkarze nad brzegiem Kwisy, że tutejszy kościół  nosi twoje imię.

- Tak – odpowiedziała święta Jadwiga.  – Mówi się, że kościół jest pod moim wezwaniem. Nie na próżno. Jestem Niemką, ale w bardzo młodym wieku wyszłam za mąż za księcia piastowskiego Henryka Brodatego , który był synem założyciela Gryfowa księcia Bolesława Wysokiego. Żyłam przecież bardzo dawno w średniowieczu. Pokochałam Polskę, ale też kochałam i dalej kocham Niemcy. Wiem jednak, ze niełatwe były kontakty tych krajów, dlatego obwołano mnie patronką pojednania polsko-niemieckiego.  Na moim dworze mówiono po polsku i były polskie, piastowskie obyczaje. Miałam siedmioro dzieci, ale  umierały młodo. Najbardziej bohaterską śmiercią zginął Henryk, którego potem nazwano Pobożnym. Obronił Śląsk przed Mongołami w bitwie pod Legnicą. Był dzielnym człowiekiem i rzeczywiście pobożnym, ale poległ.. Po tak wielu tragicznych chwilach ufundowałam w Trzebnicy zakon sióstr cysterek, w którym często przebywałam i modliłam się. Ale dosyć już o mnie, nie chce o tym rozmawiać, chcę ci opowiedzieć o moim kościele w Gryfowie.

- To może tam pójdziemy – zaproponował boberek.

- Nie mam przekonania, czy boberki  mogą tam wejść, ale chyba w towarzystwie świętej, mogą.

- Na wszelki wypadek mam czapkę z polnego dzwonka, która dostałem od Bajki, mojej koleżanki. W niej jestem zupełnie niewidzialny.

- W takim razie chodźmy.

W czasie wędrówki Święta Jadwiga cały czas opowiadała.

- Ten kościół ma tradycje polskie i niemieckie. Pierwszy kościół ufundował tu mój wnuk Henryk i on  sprawił, ze był on już wtedy pod moim wezwaniem. Jednak potem, kiedy Śląsk i z nim Gryfów, przeszły w ręce Niemców, był on już kościołem niemieckim. Raz katolickim, raz protestanckim. Często płonął w pożarach miasta, ale był zaraz odbudowywany.

            Weszli do kościoła, owionął ich chłód, ale w drzwiach była duża żelazna krata.

- Nie martw się święta Jadwigo, ja się przecisnę- powiedział Kwisaczek. – A ja przejdę spokojnie. Jestem przecież świętą i nie straszne są dla mnie drzwi. Spójrz na ołtarz. Jest bardzo stary, pochodzi z 1506 roku. Jest to ołtarz szafowy, na Boże Narodzenie jest zamykany, gdyż na drugiej stronie skrzydeł ołtarza są malowidła przedstawiające  sceny z życia Matki Boskiej i te z narodzenia Pana Jezusa w Betlejem. Kiedy otworzymy ołtarz zobaczymy sceny z męki Jezusa, śmierci na krzyżu i zmartwychwstania. Ten ołtarz jest jednym z największych, polskich zabytków.

- Oooo – odezwał się szeptem Kwisaczek - piękny ten ołtarz, ale popatrz na sufit. Jakie tam są  rysunki. Cały jest zamalowany!

 To graffito . Unikalne malowidło z szesnastego wieku. Na terenie Śląska nie ma takiego w żadnym kościele. Teraz pokażę ci cos nadzwyczajnego. Jako bajkowy, mieszkaniec Gryfowa musisz o tym opowiedzieć dzieciom. To kaplica Schaffgotschów, wieloletnich właścicieli tych ziem,  Tutaj znajduje się ich epitafium. To trudne słowo, pochodzi z łaciny. Znaczy tyle, co pamiątka pośmiertna. To wyjątkowy zabytek pokazujący rzeźby z  szesnastego wieku. Są to podobizny niemieckich władców tych terenów, którzy zostali pochowani  pod kaplicą. Są tu jak widzisz i dorośli mężczyźni, kobiety i nawet malutkie dzieci.  To także jest wyjątkowa pamiątka historyczna i wielu ludzi przyjeżdżających do Gryfowa ją podziwia.

Kwisaczek  popatrzył na wielkie  rzeźby rycerzy, dam i dzieci, westchnął i zawrócił.

- Może to jest i ważne święta Jadwigo, ale wolałbym już wrócić na słoneczko.

 - Dobrze boberku, wracamy. Odprowadzę cię tylko do drzwi i zostanę tu, bo to mój kościół. Kwisaczek już miał wyjść ze świątyni, gdy spojrzał na duże okno obok ołtarza. Było ono kolorowe i wpuszczało do świątyni tajemnicze światło. Przedstawiało właśnie obecną tu świętą … bez butów. Bóbr spojrzał na swoją przewodniczkę, która stała boso na posadzce kościoła, trzymając pantofelki  uwiązane na kijku.

- Nie dziw się tak Boberku, nie chciałam ci tego opowiadać, ale skoro już tak patrzysz ze zdziwieniem na ten witraż, bo tak się takie kolorowe okno nazywa,  to powiem ci, że podjęłam decyzję, aby jako księżna, upodobnić się do moich ubogich poddanych. W związku z tym postanowiłam tak jak oni zimą i latem chodzić boso. Mój mąż książę Henryk Brodaty bardzo się temu sprzeciwiał.  Poprosił nawet pewnego księdza, żeby ze mną na ten temat na spowiedzi porozmawiał. Ten zobowiązał mnie, żebym  nosiła buty. Nie jestem nieposłuszna. Noszę… tylko nie na nogach, a na kijku, do którego je przywiązałam. A teraz już musimy się pożegnać. Nie zapomnij opowiedzieć dzieciom jak starym i bardzo ważnym zabytkiem jest gryfowski kościół pod moim wezwaniem. Mieszkańcy miasta są z niego dumni. Nie często się zdarza mieć u siebie taki historyczny skarb.

Boberek chciał jeszcze coś powiedzieć do świętej, ale ona poszła w kierunku okna, na którym widnieje jej podobizna i… zniknęła. Spojrzał jednak na witraż i w słonecznym świetle płynącym przez kolorowe szybki zdawało mu się, ze Święta Jadwiga uśmiechnęła się do niego porozumiewawczo.

 

<< Wstecz
Elzbieta Sniezkowska-Bielak